Z pamiętnika, w czasach zarazy


Mój umysł skołowany; nie wie czy rozpaczać nad widokiem kordonu ciężarówek wywożących ciała z Włoch, czy nad wizją prawdziwej biedy w mojej rodzinie, zdanej na brak środków, jak bardzo chwilowy? Czy drżeć o moich rodziców czy egoistycznie w depresję popadać z braku doznań i bodźców, od których nie wiedziałam, że jestem uzależniona. Szukam pozytywów jak tlenu… obym nie musiała.


W Wenecji, w kanale pojawiły się ryby… Ktoś pisze, że może to świata zwolnienie klimatowi wyjdzie na dobre… Chociaż to wątpliwe, gdy weźmiemy pod uwagę jak i gdzie zutylizować te wszystkie jednorazowe kombinezony, maseczki…


Wzruszam sie do łez śpiewającymi Włochami na balkonach, pizzami dla ratowników i maseczkami szytymi przez sportowe czy motoryzacyjne firmy; pewnie że dołączyłam do ekipy Doroty Barańskiej z Hotelu Maria, która pomaga u nas, lokalnie. To buduje. Ale już za chwilę przypominam sobie, że maseczek i sprzętu jest za mało, za mało respiratorów, że wykonujemy w Polsce za mało testów… Widzę nie myślących ludzi na placach zabaw, skwerach, a w spożywczym, który koło mnie, nie wszyscy mają rękawiczki, mimo że proponuje je przy wejściu sklep!


W piątek popołudniu graliśmy z naszą córką 14 letnią w tysiąca, w karty- śmialiśmy się i rozmawialiśmy. Zazwyczaj w piątek popołudniu u Lusi pełno młodzieży i z nią raczej trudno zamienić słowo. Ale drugie dziecko na wygnaniu we Wrocławiu i ze względu na dziadków radzimy, „na razie nie wracaj.


Wstaje późno, w końcu jestem wyspana, co w normalnym trybie prawie mi się nie zdarza. Rozkładać moją pracę w domu mogę przecież na cały dzień. Ale wcale się nie cieszę , bo wiem, że najbliższe miesiące po prostu nie będę zarabiać bo prowadzę firmę, która zajmuje sie organizacją różnych wydarzeń.


Mam czas na gotowanie i sprzątanie, zrobiłam już „pieczarkowy raj” – przyjęty bez entuzjazmu i szpinakowy kurczak w mozazzarelli – bardzo udana potrwa… Jeszcze się chyba nie nudzę, bo sprzątać nie zaczęłam…


Już dwa razy ćwiczyłam zumbę online – (och dzięki dziewczyny) i raz jogę z Gosią. Przebrałam się nawet odpowiednio, ale markowałam co trudniejsze ćwiczenia, nie tańczyłam na piosenkach, których nie lubię, chodziłam do kuchni się napić. Uciekły mi i dźwięki i kalorie niespalone i radość ze wspólnego ćwiczenia, bo nie było wspólne!


Nasz piesek cieszy się, że jesteśmy w domu, z braku innych rozrywek prawie wyrywamy sobie go na spacery do lasu i zamiast na jeden długi spacer chodzi na trzy długie spacery, z pięć razy dziennie. Ale psie szczęście też nie trwało zbyt długo, bo Rambo chyba przeforsowany i kuleje.


Gromadzę i listy robie najróżniejsze. Lista pierwsza; co mogę robić jeśli zacznę się nudzić. Lista dwa, co mogłabym przeczytać i gdzie to znajdę kiedy skończę „Normalnych ludzi”. Co mogłabym obejrzeć ponownie („Pluton”, nagrałam też Dawno temu w Ameryce”), linki do spektakli, koncertów. Mam też listę osób bliższych i dalszych, do których będę dzwonić, jak mi zbrzydną konwersacje z najbliższymi. Czekajcie na mój telefon… mam nadzieję, że nie zdążę zadzwonić.

Tekst ukazał się w Panoramie Wałbrzyskiej (Gazeta Wrocławska)

1 wyświetlenia0 komentarz

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie

Przeżyjemy!