Pokolenia

Moje kochana babcia Michasia wszystko poza Kiepura, Grechutą i kilkoma innymi, wielkimi nazywała „wyjcami”, raczej domagała się wyciszenia tej, „pseudomuzyki”, jak mawiała. Moi rodzice dzielnie słuchali wraz ze mną Lady Pank czy Limalha, na The Cure czasem prosili – „ciszej”. A my słuchamy różnej muzyki, ale w pasmach naszych ulubionych jest np. Taco Hemingway, którego nie tylko słuchamy z dziećmi, ale słuchamy go także będąc bez dzieci, w drodze nad morze albo w sobotnie przedpołudnie.


Ten krótki wywód o muzyce pokazuje, moim zdaniem, jak bardzo zacierają się pokolenia i granice wieku miedzy ludźmi. Mikołaj ma znajomych już nie tylko w gronie swoich rówieśników, my także lubimy naszych dużo młodszych, czy dużo starszych towarzyszy dobrych chwil.


Film dokumentalny na Netflix o Beatlesach (bardzo polecam), to rzecz nie tylko o zespole, ale o zmianie pokoleniowej jak zadziała się na przełomie 50/60 lat. Potem były już tylko zmiany technologii. W czasach Beatlesów zaczęto śpiewać o uprawianiu miłości, ludzie zaczęli wychodzić z domu do pubów, kawiarni. Wychodzenie nie było związane, jak wcześniej, z imieninami czy świętowaniem czegoś. Wychodzić zaczęli młodzi ludzie w grupach, w parach. Moje babcia opowiadała, że jej braci do karczmy zabrał ojciec – i to był znak ich dorosłości, a ona pierwszy raz odwiedziła lokal w Krakowie ze swoim przyszłym mężem…. Już nasi rodzice przesiadywali w Wałbrzychu np. w Turystycznej, moi rodzice nawet tam się poznali, co dla kobiety z pokolenia mojej babci byłoby zupełnie niewykonalne.


Dziadkowie pracowali, aby przeżyć. Już rodzice odkładali na przyjemności i wyjazdy. U nas to się zmieniało, najpierw praca była wartością samą w sobie, bo kiedy w Wałbrzychu bezrobocie sięgało 30 procent, prawie każda praca była cenna. A moja pierwsza praca w Radiu Wałbrzych… była spełnieniem marzeń. Ale już drugie dziesięciolecie mojej pracy zawodowej zdecydowanie wspominam jako narzędzie do realizacji celów. Raporty socjologów trąbią, że nasze dzieci będą pracownikami roszczeniowymi, narcystycznymi, bandą indywidualistów, którym od małego dawano wybór; koszulkę w Pokemony czy z Kłapouchym. Ale ja im zazdroszczę! Kiedy znajoma prezeska opowiada mi, że podczas rekrutacji menadżerów, młodzi ludzie dokładnie negocjują, nie tylko stawkę, ale godziny wyjścia, żądają klauzuli w umowie, że nie są zainteresowani nadgodzinami i Ci którzy są sowami, negocjują rozpoczynanie pracy o 9.00… Młodzi ludzie nie chcą by praca przeszkadzała im w oddawaniu się swoim pasjom. Czy to jest tak bardzo nam dalekie… Zdecydowanie nie!


Mimo, że mała Lusia pytała, poinformowana, że kiedyś nie było Internetu – „A ile godzin”, a Mikołaj historie o pustych półkach sklepowych pointował ku naszemu rozbawianiu – „w całym Tesco tylko ocet?” – chcę wierzyć, że należymy do tego samego pokolenia.


Każdego dnia uczę się od moich dzieci i przysposabiam coś; jakąś opinie, sposób na dobrą chwile – i po czasie myślę, że to moje. I nawet jeśli nasze wnuki od małego w mediach zanurzone, pokażą nam swoje smartfony myślą sterowane to i tak porozkoszujemy się razem dobrym filmem, śniegiem czy tajską zupą.

Tekst ukazał się w Panoramie Wałbrzyskiej (Gazeta Wrocławska)

4 wyświetlenia0 komentarz

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie

Przeżyjemy!