Nie jestem nieśmiertelna


Pamiętacie kiedy uświadomiliście to sobie po raz pierwszy? Po pierwszej poważnej chorobie? Po śmierci kogoś bliskiego? U mnie było to koło trzydziestki; zachorowały moje nerki i zupełnie niedługo po tym, odeszła moja babcia Michasia. Ponoć do trzydziestki argument zdrowia jest dla ludzi zupełnie niezrozumiały. A my, teraz mamy przekonać nasze dzieci, nastolatków i dwudziestokilkulatków, którzy właśnie w wir życia wkroczyli, że mają dbać o zdrowie… abyśmy my przeżyli.


Z punktu widzenia kogoś, kto życie właśnie garściami bierze, to jakiś zupełnie niezrozumiały nonsens. Dla ludzi, którzy w grupie gotują, imprezują, uczą się i komentują na Instagramie leżąc w sześciu na jednym łóżku… zakaz gromadzenia się jest prawie niewykonalny. I jeszcze powinni na siebie uważać, tj. wysypiać się, nie pić alkoholu, bo osłabia organizm, zdrowo się odżywiać. Bardzo trudne do pojęcia, kiedy ma się dwadzieścia kilka lat. Nie, wcale nie ironizuję, rozumiem, że to dla nich trudne. Ale podejmę się trudnego wyzwania rozmawiania z moim synem. Wiem, że drzemie w nim jeszcze uśpiona odpowiedzialność. Namawiam Was wszystkich do takich rozmów.


Wierzę w naszego polskiego ducha solidarności w trudnych momentach dziejów. Ufam w skuteczność apeli na FB i rozmów edukacyjnych z obcymi np. w aptece. Na wałbrzyskich aptekach jest napis „Prosimy o przebywanie w środku po sześć osób”. Zgodnie z zaleceniem stanęłam na zewnątrz, bo w środku było już siedem osób, najpierw naraziłam się na słowny atak. W Polakach tkwi głęboko zakorzeniona, (po latach komunizmu, stanu wojennego), skłonność do łamania zasad. Zatem usłyszałam, że bez sensu, że na zewnątrz marzniemy, że w środku i tak się zarazimy i wszyscy umrzemy itp. Głośno i dobitnie zaczęłam tłumaczyć, że sześć osób w środku to metoda na zachowanie 1,5 metra odległości miedzy osobami, że nie umrzemy, że otwierajmy klamkę łokciem, że kupmy coś do dezynfekcji albo zróbmy w domu. Mówiłam wcale nie dlatego, że jestem mądrą taka albo medycznie wykształcona. Mówiłam o tym, co sama przeczytałam, na wiarygodnych medycznych stronach. Kolejkowicze przycichli i następni ustawiali się na zewnątrz.


Wałbrzyszanie, wierzę w naszą mądrość i ufam, że umiemy się wspierać zarówno w tłumaczeniu młodszym, aby siedzieli w domu, bo mogą nas zarazić, (rzadziej chorują, ale przecież przenoszą korono wirusa). Wierzę, że będziemy myć ręce, dezynfekować i sobie pomagać. Zatrzymujmy w domu naszych seniorów i sami do minimum ograniczmy aktywności.


Póki co, szukajmy uroków kwarantanny, róbmy to, na co zazwyczaj brakuje nam czasu. Zaplanowałam na dziś sprzątanie i zrobienie pasty na odporność na bazie kurkumy i curry, na którą przepis mam od kilku miesięcy. Wczoraj odkryłam na nowo cudowne cytaty o zatrzymanym czasie z „Czarodziejskiej Góry” Thomasa Manna, jakże dziś aktualne… Może przeczytam na nowo… (w sieci świetne audiobooki też z wielką literaturą, jest też Thomas Mann) A w myślach mam jeszcze wieczór gier karcianych, wieczór gier planszowych, wieczór kulinarny, wieczór wspomnień ze zdjęciami… A w dalszych planach… za trzy miesiące… wielką biesiadę z całą rodziną, najlepiej gdzieś w hucznym i tłocznym miejscu…

Tekst ukazał się w Panoramie Wałbrzyskiej (Gazeta Wrocławska)

2 wyświetlenia0 komentarz

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie

Przeżyjemy!