Niania naszych dzieci nie żyje


Pamiętasz, że zawsze rozmawiałyście. Potem myślisz, jak to dobrze, że usiadłaś ostatnio, że poświęciłaś trochę swojej uwagi, które wydaje Ci się tak cenna… Dowiadujesz się, że miały być huczne urodziny dzień później. Wycieczka z wnuczką nie dokona się. Wyraźnie słyszysz jej energiczną krzątaninę, jej radosny głos. Ale jej już nie ma. Pani Magda, niania naszych dzieci, przyjaciółka naszego domu nie żyje.


Może takie teksty powinno się pisać w listopadzie, ale życie dzieje się na przekór. Także porom roku. Styczeń jest depresyjny, nie uważacie? Dlatego, że po świętowaniu a przed wiosennym przebudzeniem? Tokarczuk napisała pięknie i trafnie „Ranki zimowe zrobione ze stali, mają metaliczny smaki ostre krawędzie, o 7.00 rano w styczniu widać, że świat nie został stworzony dla przyjemności i wygody człowieka…”


Tego poranka słuchałam starych piosenek Jandy. Smutnych raczej. Myślałam o tym, czy Rambo nasz piesek, będzie mógł zostać u Pani Magdy, gdy pojedziemy na feriach do Warszawy z dziećmi. I zadzwonił telefon. Chyba nigdy wcześniej nie rozmawiałam z jej synem. Chociaż, jakbym go znała, namalowanego jej słowami, jej historiami. Pani Magda odeszła na zawsze. Nie opowie o swej wnuczce Matyldzie, o jej artystycznych talentach. Nigdy już nie dostaniemy jej wiśniowej nalewki i ani jedno uśmiechu, ani grama tego doświadczenia, którym dzielą się tylko ludzie, którzy mądrze i dużo przeżyli.


Mój maż wspomina jaką lubiła kawę, czytałyśmy razem, na zmianę książki Katarzyny Bondy. Psa nam rozpieszczała i dzieci, jak kolejna babcia. Może mogłam przysiąść na dłużej kiedy ostatnio się widziałyśmy, może zapytać o drugiego syna, o tamtą wnuczkę. Pocieszam się, że indywidualny koniec świata staje się już i czytać Miłosza mi się chce. Nagłe śmieci tylko utwierdzają mnie w przestrzeganiu mojego może czasem męczącego rytuału, który znają moi najbliżsi. W naszym domu nikt nie wychodzi bez pożegnania. Nikt nie wychodzi po awanturze, dyskusji, ostrej wymianie zdań – obrażony. A jeśli… to piszemy dzwonimy, przepraszamy się, zaraz po wyjściu. Bo trawestując Czesława Miłosza… koniec świata dzieje się już…” A ci którzy czekali znaków i archanielskich trąb… Nie wierzą, że staje się już.”

Tekst ukazał się w Panoramie Wałbrzyskiej (Gazeta Wrocławska)

2 wyświetlenia0 komentarz

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie

Przeżyjemy!